|
Rajd był nietypowy, bo i dzień był szczególny. W to tropikalne
bowiem popołudnie jedna z naszych koleżanek - Katarzyna Halątka -
postanowiła poślubić mężczyznę, którego umiłowała nad życie. Jest
nim niejaki Karol Domański. Człowiek, który otoczył Kasię równie
silnym uczuciem. Nie zważając na wszelakie przeszkody
poinformowali zainteresowanych o swoich planach. Miejsce, które
wybrali na tą wielką uroczystość było także szczególne - ślub
odbył się nad Jeziorem Lednickim, a błogosławieństwa ręką Jana
Pawła II udzielił młodym Ojciec Góra. Po złożeniu życzeń parze
młodej, obrzuceniu ich tradycyjnymi grosikami i ryżem
automobiliści ruszyli na start. "Komandor od Roboty" (Jarosław
Sulczyński) wraz z "Komandorem od Myślenia" (Józefa Wesołowska)
postarali się, jak zwykle, by załogi nie nudziły się na trasie i
by nikt zbyt szybko nie dotarł na metę. W związku z tym w
papierach startowych znalazły się dwie mapy oraz dokładny opis
trasy, na której obowiązywały cztery constanse i siedem
(!!!) rodzajów PKP-ów - ograniczenia prędkości, dopuszczalnej
wysokości, szerokości, masy całkowitej, znaki STOP, tablice
początku miejscowości i białe tabliczki z cyfrą i literami PKWN.
Mottem komandorów tego rajdu jest stwierdzenie, że "drogi mogą być
różne, ważne żeby kierunek był słuszny". Zapewne dlatego,
zbliżając się do mety znajdującej się w pobliżu leśniczówki
Rożnowo, można było zauważyć załogi nadjeżdżające ze wszystkich
możliwych stron. Dodatkowym zadaniem na trasie było rozszyfrowanie
kilku skrótów, np. ZSMP, PZPR, czy ZMW. Interpretacja była różna.
Zdaniem jednej z załóg skrót POP oznacza "Pomóż Ochoczo
Przegranym", a CRZZ - "Czym Rozbroić Zrezygnowanych Zawodników"?
Po oficjalnym ogłoszeniu wyników rozpoczęła się część mniej
oficjalna, której szczegóły znają tylko wtajemniczeni. W niedzielę
koło południa zawodnicy rozjechali się w kierunku miejsc
zamieszkania. Niektórzy na pożegnanie rzucali pogróżki typu
"zobaczymy się za rok" lub "jeszcze tu wrócę".
|